2018 Honda Civic Type R na torze Spa-Francorchamps
Rekordowy przejazd Hondą Civic Type R na torze Spa-Francorchamps. Za kierownicą zasiadł kierowca Super GT i mistrz LMP2 – Bertrand Baguette, który ustanowił czas okrążenia 2 min 53.72 sek. Model którym ustanowiono nowy rekord okrążenia tego belgijskiego toru liczącego długość 7 km i 4 m został wyposażony w standardowe opony.
Test: Honda Civic Type R
Żyjemy w czasach, kiedy wszystko powinno być bezpieczne albo musi posiadać milion naklejek ostrzegawczych. Zaczęło się w Stanach, kiedy ktoś oparzył się gorącą kawą. Normalnie każdy nazwałby taką osobą skończonym idiotą, wyśmiewając delikwenta, ale nie za wielką wodą. Tam wystarczy pozew, by być bogatszym niż Donald Trump.
Niestety ten, podobnie jak wiele innych wzorców, z radością przenosimy na rodzimy grunt. Co prawda przy próbie odszkodowania nie dostaniemy nawet nowego napoju, tylko pełne politowania spojrzenie menadżera restauracji, ale na innych polach jest inaczej.
Jeszcze kilkanaście lat temu, żeby kupić szybkie Porsche czy Ferrari trzeba było być szaleńcem, który myśli, że jest w stanie ogarnąć tabun koni mechanicznych i narowistość tylnej osi. Dzisiaj wystarczą pieniądze. Ale samochody się zmieniły. Porsche 996 GT2 otrzymało przydomek „widowmaker”, a dzisiejsze nadaje się wprost idealnie, żeby pojechać nim po Danio i słodkie bułeczki.
To samo stało się z gorącymi hatchbackami. W gonitwie na coraz większą liczbę koni mechanicznych dawno przekroczyliśmy pułap Ferrari Daytona i zbliżamy do 408 jakie miała pierwsza Zonda, hardkorowy samochód z włókna węglowego z centralnie zamontowanym silnikiem V12 Mercedesa o pojemności sześciu litrów. W czymś, co jest podrasowaną wersją miejskiego kompaktu.
Golf R, RS3 czy Focus RS zostały okraszone taką ilością elektroniki, mając jednocześnie daleko przesunięty margines bezpieczeństwa za sprawą napędu na cztery koła, że ostra jazda nimi czy czterokołowy poślizg są tak łatwe do zrobienia, jak złapanie choroby wenerycznej w Tajlandii. Trzy tysiące kilometrów na północny wschód jest jednak producent, który zawsze produkował ostre samochody, wypełnione po dach wasabi w czystej postaci. Na dodatek podlane solidną porcją sake.
I dokładnie takim koktajlem należy się uraczyć, żeby nowy Civic Type R przypadł wam do gustu. Japoński kompakt zawsze był nieco dziwny, ale znajdował wierną rzeszę klientów. Do 2011 roku i generacji oznaczonej dziewiątką było jeszcze w miarę normalnie. Cywilna wersja wyglądała inaczej, ale nie powodowała niedowierzania. Type R był innym zwierzęciem. I nagle trzy lata temu pojawiła się aktualna wersja. Co dziwne, nawet zupełnie ją przegapiłem.
Ostatnie filmy
|
|

























